Debiutancki album Sylwii Grzeszczak trafi do sklepów już 11 października, a już dziś absolutna premiera okładki jednej z najbardziej oczekiwanej płyty roku.
Opublikowano 14 września 2011 przez Lvcas
Opublikowano 09 września 2011 przez Lvcas
Pod koniec listopada po raz drugi przyjedzie do Polski projekt Carly Bouzlich – Evangelista. Koncerty odbędą się w ramach promocji nowego albumu „In Animal Tongue”, który nakładem Constellation Records ukaże się 20 września. Zespół w czteroosobowym składzie wystąpi 29 listopada w krakowskim klubie Re i dzień później w warszawskim Powiększeniu.
Opublikowano 01 września 2011 przez Lvcas
„Piosenka Sen o przyszłości, to tak naprawdę mój debiut jako współautorki tekstu .Wcześniej zajmowałam sie komponowaniem i produkcją, tutaj – wspólnie z Marcinem Liberem Piotrowskim podczas trasy koncertowej- udało nam sie stworzyć tekst, który opowiada o relacjach międzyludzkich, które często w dzisiejszych czasach są powierzchowne, oparte na kontaktach telefonicznych czy internetowych. Piosenka namawia do walki o swoje uczucia, związki, do tego by nie zaniedbywać relacji międzyludzkich i walczyć o to, co mamy po to, żeby w przyszłości nie obudzić się, kiedy będzie juz za późno na ratowanie tego co mieliśmy…”
Opublikowano 21 września 2010 przez Serge

Tracklista:
01. Intro
02. Nobody Fucks
03. Interlude
04. Forgotten But Not Forgiven
05. Feel Poisoned
06. Tear The Flesh
Długo chłopaki z Drown My Day kazali nam czekać na nowy materiał. Ale w końcu jest, nowe EP zatytułowane „Forgotten”. Czy przeskoczyło ono opisywane już przeze mnie „One Step Away From Silence”?
Zacznijmy od początku. A na początku mamy elektroniczne intro. Zalatuje ono nieco dark ambientem i przechodzi w znany już od jakiegoś czasu z koncertów grupy utwór „Nobody Fucks”. Już w tym utworze słychać,że wokal Groova nieco się zmienił od czasów „One Step Away From Silence”. Growl w dalszym ciągu jest miażdżący i niezwykle głęboki,jednak scream brzmi inaczej niż na debiucie. Ponadto pojawiają się chórki i parę ciekawych,melodyjnych zwolnień. Zgodnie z zapowiedziami nie ma tu klasycznej struktury: „zwrotka-refren-zwrotka”.Niezwykle chwytliwy numer jednym słowem. Po nim następuje zwolnienie i pozorne”wyciszenie” w postaci „Interlude”,czyli kolejnego ambientowo zalatującego przerywnika. Po nim zaś pojawia się jeden z większych „killerów” na płycie czyli „Forgotten But Not Forgiven”. Melodyjne gitary,perkusja uderzająca jak szalona i ciężar,tak można opisać w skrócie ten kawałek. Następnym utworem jest „Feel Poisoned”, w którym ujawnia się specyficzne poczucie humoru. Mianowicie kawałek ten „opowiada o chorobie na którą można zapaść poprzez za duże spożycie… sera mozarella” jak w jednym z wywiadów stwierdził Groov. Płytę kończy zaś „Tear The Flesh”. Już sam tytuł sugeruje nawiązanie(przynajmniej tekstowe) do klimatów gore. Jest to kolejny ciekawy numer z paroma interesującymi rozwiązaniami.
Podsumowując można powiedzieć,że na pewno warto zapoznać się z tą EP-ką. Zarówno produkcyjnie jak i kompozycyjnie stoi na bardzo wysokim poziomie i aż nie chce się wierzyć, że to zespół z Polski. Największym minusem jest jednak czas trwania. Po 2 latach od debiutu dostaliśmy kolejną EP-kę,która trwa zaledwie niecałe 14 minut. To zdecydowanie za krótko. Pozostaje mieć nadzieję,że Drown My Day w końcu wyda zapowiadane LP i kolejny raz pokaże,że deathcore z Polski może równać się z najlepszymi w tym gatunku.
Jeśli ta recenzja zainteresowała was płytą,to całe ep zostało udostępnione przez zespół na ich myspace:
http://www.myspace.com/drownmyday
Opublikowano 03 marca 2010 przez ramon
Opublikowano 17 listopada 2009 przez emenenek
Opublikowano 28 października 2009 przez nika
Opublikowano 04 maja 2009 przez emenenek
Opublikowano 30 marca 2009 przez Serge
Opublikowano 09 marca 2009 przez mimitka
27 lutego bynajmniej nie jest dniem, kiedy po 33 latach kariery muzycznej, U2 powinno złożyć mikrofony i gitary w geście poddania. To nie tytułowy „Moment Of Surrender”, a dzień, w którym ziarnko piasku przywiezione przez Bono i chłopaków z Maroka osnuło się woalką cudownego brzmienia zmieniając się w prawdziwą perłę.
Sporo czasu zajęło mi zabranie się za recenzję najnowszego krążka U2 „No Line On The Horizon”. Musiałam się z nim oswoić, ugryźć ze wszystkich możliwych stron i posmakować każdej nutki.
Nie ukrywam, że z początku poczułam rozczarowanie. Gdzie podziało się to niegdysiejsze U2, drapieżne i walczące? Singiel „Get On Your Boots” promujący płytę zapowiadał mocne, rockowe granie. Natomiast słuchając samego „No Line On The Horizon” po raz pierwszy, pomyślałam – smęty.
Moje odczucia zmieniały z dnia na dzień, kiedy nie rozstawałam się z albumem. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że ten longplay to fenomen na miarę samych Pink Floyd’ów.
Zaletą płyty jest melodia. Nie słowa, czy przesłanie, ale muzyka.
„Dla mnie miarą sukcesu jest to, jak precyzyjnie potrafię oddać melodię, którą słyszę w głowie” – mówi Bono.
Owa precyzja dźwięku na płycie urosła ponad wszelką miarę. Długie intra, łagodne przejścia między taktami oraz minimum słów, a maksimum muzyki sprawiają, że klimat krążka idzie w stronę spokojnego rocka progresywnego. Słynne bonowe „ooouoo”, zwane przez niego samego językiem bongielskim, dopełnia kunsztu i momentami trafniej oddaje uczucia niż najskrupulatniej dobrane słowa.
Już na samym początku moją uwagę przyciągnął siedmiominutowy utwór „Moment Of Surrender”. Delikatny i subtelny przeszywa na wskroś najmniej wzruszonego słuchacza. Zawodzący wokal Bono i melancholia płynąca ze słowa kazały mi zwolnić bieg i skłoniły do głębszej refleksji…
Dziewiąta z kolei pozycja na płycie, pod zmysłowym tytułem „White As Snow” to urocza, baśniowa ballada o wielowarstwowej i płynnej linii melodycznej.
Urzekający jest również drugi kawałek z albumu. Popisowa solówka gitarowa w wykonaniu genialnego samouka The Edge’a. Utwór nieskromnie zatytułowany jako „Magnificent”. Ale czy niesłusznie?
Alternatywą dla tych subtelnych i wyciszonych piosenek jest „Breathe”. Zadziorny riff gitarowy i skrzekliwy głos Bono nadaje mu niezwykły pazur.
To, czego do tej pory nie mieliśmy okazji usłyszeć na poprzednich płytach U2, to kobiecy wokal, chórki, dźwięki przyrody i instrumenty smyczkowe świetnie wkomponowane przez wprawne ucho producenta.
Poczujecie się zawiedzeni, jeśli przy „No Line On The Horizon” chcieliście sobie ponucić. To nie album, do którego można podśpiewywać a jedynie rozkoszować się delikatnym brzmieniem basów i perkusji przy ciepłym tenorze Bono.
„No Line On The Horizon” to znakomicie dograny projekt. U2 dało dowód, że po 33 latach czynnej i nieprzerwanej obecności na rynku muzycznym, wciąż potrafi czerpać z dźwięków coś nowego i zaskakującego. Chłopcy z Irlandii są jak wino – im starsi, tym lepsi.
Jednakże U2 nie byłoby sobą, gdyby nie próbowało przemycić między wierszami wyższych idei. Tym razem odnajdujemy tutaj nutkę feminizmu. Samo „Get On Your Boots” to manifest przeciwko destrukcyjnej władzy mężczyzn, którzy na przestrzeni wieków więcej zburzyli, niż udało im się zbudować.
W dźwięk słów Bono:
„Let me in the sound,
Let me in the sound,
Let me in the sound…”
pozwalam pogrążyć się w muzyce na nowo.
U2 wzniosło się ponad linię horyzontu. Co za nią słychać?
Pełna lista utworów:
1. „No Line on the Horizon”
2. „Magnificent”
3. „Moment of Surrender”
4. „Unknown Caller”
5. „I’ll Go Crazy If I Don’t Go Crazy Tonight”
6. „Get On Your Boots”
7. „Stand Up Comedy”
8. „Fez – Being Born”
9. „White as Snow”
10. „Breathe”
11.”Cedars of Lebanon”
Opublikowano 08 marca 2009 przez Sojowy
Opublikowano 18 lutego 2009 przez mimitka
Opublikowano 04 lutego 2009 przez anducias
Rzadko kiedy można zapoznać się z materiałem muzycznym ludzi młodych, będących mieszanką muzyki energicznej i ciężkiej, a zarazem ambitnej i pozostającej długo w pamięci. Tym bardziej, jeżeli zespół jest przedstawicielem black metalu. Ja jednak miałem przyjemność zapoznać się z albumem właśnie takiego zespołu. Mówię tu o warszawskiej grupie Arathyr, która po wydaniu dwóch materiałów demo: „Mourning Voices” (2005) i „Path Of Abomination” (2006), postanowiła ponownie wejść do studia, tym razem w celu nagrania premierowego albumu. Materiał zarejestrowany w studio ZED (m.in. Totem, Crionics) to ponad 40 minut mieszanki black i death metalu przepełnionych melodią i licznymi zmianami tempa. Na płycie znalazło się 8 utworów, do których z największa przyjemnością powraca się kolejny raz. 
Opublikowano 30 stycznia 2009 przez Serge
Opublikowano 26 stycznia 2009 przez admin