Deathcore to gatunek zdobywający coraz większą popularność na świecie.
Wystarczy wymienić takie kapele jak Job For A Cowboy, As Blood Runs Black,
All Shall Perish, czy Waking The Cadaver.
Lista utworów:
1. Intro
2. Not The Memories
3. Whispers
4. Blowjob Parasites
5. What’s Going On Hell
6. One Step Away From Silence
Na polskiej scenie przypisywano
ten rodzaj muzyki Frontside, ale co z tego zostało można się przekonać
słuchając ostatniej ich płyty. Niespodziewanie w 2004 roku,w Krakowie
powstał zespół, który, moim zdaniem, może być stawiany w jednym szeregu z
wymienionymi przez mnie wcześniej bandami. Mowa o Drown My Day, których
debiutancką,wydaną w 2008 roku, EP-ką chcę zająć się w niniejszej recenzji.
Na początku wita nas znane już z koncertów „Intro”, które jest
deathcore’ową przeróbką „O Fortuna” z „Carminy Burany”. Utwór ten bardzo
płynnie przechodzi w „Not The Memories” czyli niezwykle „przebojowy”(jeśli
można w przypadku tego gatunku mówić o czymś takim;)) kawałek w którym
zespół pokazuje, że „nie bierze jeńców”. Następny w kolejności jest
„Whispers” – chyba najlepszy utwór na płycie, który idealnie ukazuje styl
Drown My Day. Świetna melodyjność, parę zwolnień, parę przyspieszeń i
górujący nad tym wszystkim wokal Groova. Jego growl jest jednym z głębszych
jakie dane mi było słyszeć. „Blowjob Parasites” zaczyna się dość
„walcowato” by potem przejść w naprawdę szybki kawałek z dość zabawnym
refrenem: „Blowjob parasites,are your names,go and blow your ass-face”.
Następnie mamy „What’s Going On Hell”, do którego powstał teledysk. Kawałek
klimatem nasuwa lekkie skojarzenia z Frontside (ah, ta piekielna tematyka),
ale ogranicza się to głównie do tekstu, nie ma bowiem w nim miejsca na
Frontside’owe melodyjne wokale. Ostatnim utworem jest tytułowy „One Step
Away From Silence”. Kolejny mocno zróżnicowany kawałek z bardzo ładną pracą perkusji.
I to już koniec, niecałe 19 minut muzyki,ale jakże intensywnej. Jeśli
miałbym wymienić minusy tego wydawnictwa,to właśnie wskazałbym na jego
długość,ale w końcu jest to EP-ka, tak więc jest to w pełni uzasadnione.
Polecam tę płytkę wszystkim miłośnikom ciężkiego brzmienia, lecz odmiennego
od dokonań Vader, czy Behemoth. Jak widać w Polsce też można grać deathcore z bardzo dobrym skutkiem.



(10 głosów, średnio: 4,00)