W moim życiu od najmłodszych lat przewijały się dwie najważniejsze medialnie osoby: Jan Paweł II i Michael Jackson. Dzisiaj mając ponad 30 lat mogę z całą pewnością stwierdzić, że miałem niebywałe szczęście żyć w ich czasach. Nikt nie wątpi, że Ojciec Św. był dla świata chrześcijańskiego i innych religii, kimś na kształt współczesnego apostoła. Być może część z was z nami się nie zgodzi, ale naszym zdaniem Michael Jackson był współczesnym apostołem muzyki popularnej. Nikt przed nim, ani zapewne nikt po nim nie wywarł tak wielkiego wpływu na współczesną kulturę muzyczną. Nie do końca spełnionym marzeniem Jana Pawła II było niesienie pokoju i prowadzenie dialogu z innymi religiami. Paradoksalnie te dwie postacie mają ze sobą wiele wspólnego. W teledysku Black Or White Michael Jackson łamie bariery rasowe, zresztą nie po raz pierwszy. Jako jedyny wykonawca w dziejach muzyki popularnej stworzył utwory słuchane i podziwiane w każdym zakątku świata, bez względu na kolor skóry, narodowość i przynależność religijną.
Dziennikarze muzyczni za przełomowe momenty w historii muzyki rozrywkowej uważają twórczość Elvisa Presleya oraz The Beatles. Jednakże muzyka ich była adresowana w zasadzie tylko do białej społeczności, głównie anglosaskiej. Za czarnego odpowiednika Elvisa Presleya w USA uważa się Chucka Berry’ego. Michael Jackson był pierwszym artystą totalnym. Oznacza to, że jego muzyka początkowo skierowana do Afroamerykanów, z czasem uzyskała pełną akceptację wśród białych, nie tylko w USA, ale i na całym świecie. Zawsze cieszył się on ogromną popularnością także wśród Azjatów, zwłaszcza w Japonii i w Korei Płd. Każdy jego koncert był wielkim show, olbrzymim wydarzeniem medialnym, kulturalnym i społecznym.
Idąc za jego przykładem w latach późniejszych największe gwiazdy muzyki rozrywkowej m.in. The Rolling Stones, U2, AC/DC zaczęły organizować tournee na tak wielką skalę, przy wykorzystaniu najnowszych zdobyczy techniki audiowizualnej. Miarą wielkości Michaela Jacksona niech będzie również fakt, iż był pierwszym czarnoskórym artystą, którego twórczość była obecna w MTV. Jak się okazało ugięcie się pod presją wytwórni płytowej CBS było najlepszym osiągnięciem marketingowym w historii tej stacji. Z całą pewnością twierdzimy, że gdyby nie teledyski Michaela Jacksona, to MTV do dnia dzisiejszego byłaby zaledwie jedną z wielu muzycznych stacji telewizyjnych działających na terytorium USA. Kiedy w 1982 r. ukazał się album Thriller będący jego drugą solową płytą nie spodziewano się tego co nastąpiło. W jednym z wywiadów, jego producent, a zarazem osobisty mentor i przyjaciel, Quincy Jones przyznał, że w pewnym okresie sprzedawano 1 mln sztuk tej płyty tygodniowo. O rekordowej sprzedaży albumu zadecydowały też nowatorskie teledyski. Kiedy Michael Jackson zaproponował Johnowi Landisowi (reżyserowi Blues Brothers) oraz władzom wytwórni CBS nakręcenie teledysku będącego w rzeczywistości pastiszem horroru, którego koszt produkcji szacowano na 800 tys. USD połowa przedstawicieli branży filmowej pukała się w czoło. Nikt do tej pory nie odważył się na coś równie szalonego. Dla porównania koszt wyprodukowania w I poł. Lat 80-tych 12-odcinkowego serialu telewizyjnego w USA zamykał się w kwocie 1 mln USD. Jak się okazało było to najlepiej wydane 800 tys. USD w historii showbiznesu.
Thriller stal się najczęściej emitowanym teledyskiem, początkowo w MTV, a następnie w innych stacjach telewizyjnych, także w Polsce. Pamiętamy jak dziś,kiedy w wieku 10 lat po raz pierwszy obejrzeliśmy ten teledysk w telewizji polskiej w programie Jarmark (program TVP2 prowadzony przez W. Zientarskiego, W. Pijanowskiego, K. Szewczyka) będącym w tym okresie jedynym oknem na świat „imperialistycznej” muzyki popularnej. Pół nocy nie spaliśmy, ale ten wideoklip pozostał na zawsze w naszej pamięci.
Każda generacja ma swoich idoli. Pokolenie naszych rodziców wychowało się na Elvisie Presley’u, Beatlesach i festiwalu Woodstock, a obecni 30-sto kilkulatkowie na Michaelu Jacksonie. Być może niektórzy z czytelników zarzucą nam gloryfikowanie tego niezwykłego wokalisty, tancerza i autora tekstów. Bezspornym faktem jest jednak to, że nikt wcześniej nie uczynił tak wiele dla muzyki, choreografii i scenicznego show. Istotą naszego artykułu jest wyłącznie pokazanie roli i znaczenia Michaela Jacksona jaką odegrał we współczesnej muzyce rozrywkowej. Nie nam oceniać jego osobowość, będącą w dużej mierze konsekwencją braku normalnego dzieciństwa, z jednej strony despotycznego ojca, uważającego swoje dzieci, a w szczególności Michaela, za maszynkę do robienia pieniędzy, a z drugiej ultrareligijnej matki (świadka Jehowy). Zawirowania osobowości, choroby oraz uczucie wyobcowania, a zarazem swoista niedojrzałość, przysłoniły w ostatnich latach jego dokonania muzyczne. Śmierć Michaela niezwykle wyraźnie pokazała jednak, że miliony ludzi na całym świecie kochały go takim jakim był.
Pozostaje inspiracją, a zarazem niedoścignionym wzorem dla wielu artystów (np. Wyclef Jean, Rihanna, Mariah Carey, Celine Dion, Akon, Timberlake). Możliwość nagrywania wspólnie z nim stała się spełnieniem ich marzeń.
Powszechnie znaną prawdą jest, że geniusze nie są doceniani za życia. Czy tak było z Michaelem Jacksonem? Odpowiedź pozostawiamy naszym czytelnikom. Dla nas był i pozostanie on przede wszystkim muzycznym bohaterem lat dziecinnych,< którego plakaty wisiały na ścianie, a muzyka wywarła dominujący wpływ na nasze dorosłe życie.
Dziennikarz muzyczny Michał Gajec (Przekrój, Radio RAK)
Przemysław Zarubin



(5 głosów, średnio: 3,80)