Radykalny manifest pokolenia dzieci kwiatów.
Rok wydania: 1969
Utwory: We Can Be Together;
Good Shepherd; The Farm; Hey Frederick;
Turn My Life Down; Wooden Ships;
Eskimo Blue Day; A Song For All Seasons; Meadowlands; Volunteers
Jefferson Airplane to jeden
z najznamienitszych zespołów pokolenia hipisów. Muzyka wtedy powstała jest chyba najlepszym dokumentem tamtych czasów, ich charakteru, klimatu i idei żyjących w umysłach młodych ludzi. Szczególnie tych, którzy nie godzili się na zastany świat
i pragnęli coś zmienić. Albumem świetnie oddającym te nastroje jest „Volunteers”.
Powstał krótko po festiwalu Woodstock, którego sukces, zarówno artystyczny, jak i światopoglądowy (nie zanotowano żadnych aktów przemocy czy kradzieży) mocno odbił się na twórczości tej grupy, która notabene była jego uczestnikiem. Album ten jest chyba najtrudniejszym, jaki nagrali, zarówno
w warstwie muzycznej jak i tekstowej. Ale po kolei…
Płyta zaczyna się utworem „We Can Be Together”. Na początku jest delikatny i melodyjny, gitara akustyczna wraz z improwizującym „elektrykiem” tworzy ciekawe połączenie, a wokalny duet Grace Slick & Paul Kantner świetnie się uzupełnia. Potem robi się ciężej, gitara solowa „odlatuje” i wchodzi fortepian, by za chwilę z powrotem się uspokoić. Taka ładna hipisowska pioseneczka z mocniejszym momentem – myślimy sobie. Jednak, gdy przyjrzymy się tekstowi, to kawałek przestaje być taki słodki… Najpierw jest mowa o zjednoczeniu ludzi, potem o tym jak hipisi są widziani w oczach Ameryki („obsceniczni”, „bezprawni”, „ohydni”, „niebezpieczni”, „brudni”, „agresywni” a przy tym „młodzi”), słyszymy wpleciony zwrot „Up against the wall motherfucker!” (słynna „wypowiedź” policjanta uchwycona kamerą podczas zamieszek w Chicago w 1968 roku) i oświadczenie „Cała twoja własność prywatna jest celem Twojego wroga, a tym wrogiem jesteśmy my” i „Jesteśmy siłami anarchii i chaosu”. Na dodatek całość w wymowie ma mocno ironiczny charakter. Mocny, dość inteligentny początek.
Następny „Good Shepherd” wprowadza nas w cięższy, „kwasowy” klimat. Spokojny, spójny utwór, gdyby nie gitara elektryczna w tle, która jakby „żyła własnym życiem”. Na początku „stara się” iść wraz
z duchem utworu, by w solówce całkowicie „odlecieć”. To nadaje charakteru, tak jak żeński wokal Grace w tle.
Numer trzy na płycie, „The Farm”, jest właściwie dziełem stricte country’owym i opowiada o tym,
jak cudowne jest życie na farmie. Kończy się zdaniem „wynoszę się stąd…”, które jest pointą wcześniejszych zachwytów.
Kolejny „Hey Frederick” to pierwszy utwór na płycie aspirujący do miana arcydzieła i zarazem pierwszy, w którym Grace daje pokaz swoich umiejętności i talentu wokalnego. Utwór nieprzewidywalny, którego charakteryzują ciągłe zmiany tempa, genialna gra fortepianu
z tamburynem i perkusją, „skrzecząca” gitara tworząca gęsty, psychodeliczny nastrój, by w końcu odpłynąć w chyba tylko sobie samej znane rejony i zagrać solo… Wraz z drugą gitarą, gdyż mamy tu dwie gitary solowe, na dodatek każda gra „swoje”. Nad tym wszystkim góruje wokal, który swoją siłą
i hipnotyzującą manierą dosłownie przeszywa, momentami wręcz uderza. Niesamowite…
„Turn My Life Down” to krótki, chwytliwy kawałek, niby delikatny, jednak z dość uwydatnionym rockowym pazurem i co najważniejsze, mający ten „kwiatowy” nastrój kojarzący się
z wolnością, co przypomina poprzednie nagrania grupy. To najbardziej pozytywny utwór na płycie, szczególnie, jeśli porównamy go z następnym „Wooden Ships”.
Jest to dzieło przepiękne, smutne, mocno sugestywne. Spokojny, wyciszony początek, ubarwiony dźwiękiem fortepianu, przeradza się w dialog wokalistów a subtelna gitara w tle nadaje przestrzeni. Utwór przeplatany dramatycznym refrenem, gdzie wysuwa się krzyk wokalistów wraz z towarzyszącą gitarą, z której potem rozbrzmiewa dynamiczne solo, by w punkcie kulminacyjnym połączyć instrumentarium tworząc wprost eklektyczną całość. W tym wszystkim jest osadzona przejmująca historia dwojga ludzi w post-apokaliptycznym świecie, dla których nie ma już znaczenia, kto wygrał, ani to, że powinni być wrogami. Jednoczy ich niechęć do ludzi winnych tej tragedii i postanowienie,
by odejść. Tekst o mocno pacyfistycznym charakterze, stawiający pytania o sens podziałów („Jeśli uśmiechniesz się do mnie, zrozumiem, bo to jest coś co wszyscy robią w tym samym języku”)
i wojen („Widzę po Twoim płaszczu przyjacielu, że jesteś tym z drugiej strony (…), czy mógłbyś powiedzieć mi, kto wygrał?”). To dzieło naprawdę skłaniające do myślenia.
Kolejne „Eskimo Blue Day” to niesamowicie nastrojowy utwór. Delikatna, subtelna gra fortepianu, improwizująca, „magiczna” gitara prowadzi utwór w coraz to inne „światy”, ciągłe zmiany rytmu grają napięciem a mocny, miejscami zimny głos Grace, nieustannie rozdziera duszę tak, że nie da się tego opisać. Tekst tego dzieła pełen jest poetyckich porównań i opowiada o tym jak mało my, ludzie, znaczymy w obliczu sił natury. Wszystkie te elementy razem tworzą dzieło prawdziwie monumentalne.
Następny „A Song For All Seasons” jest drugim utworem na płycie zagranym w konwencji country
i nic specjalnego sobą nie reprezentuje. Może za wyjątkiem tekstu, który w skrócie opowiada o chęci bycia sławnym i towarzyszącym temu zakłamaniu, w ciekawy i ironiczny sposób.
Dalej krótki przerywnik „Meadowlands” i wchodzi tytułowy „Volunteers”. Ostry, dynamiczny, prawie „wykrzyczany” manifest pokolenia dzieci kwiatów i ówczesnej kontrkultury z radykalnym tekstem
o potrzebie szeroko pojętej rewolucji i chęci zmian. Mocne zakończenie płyty.
Podsumowując, jest to album obdarzony cudownym, hippisowskim klimatem. Muzyka na nim jest niebanalna, odkrywcza, psychodeliczna, momentami narkotyczna. Zabiera nas w podróż, chwyta za serce niesamowitymi dźwiękami. Mamy wrażenie, że gra bezpośrednio na naszych emocjach
i dociera prosto do nich. Możemy ją doskonale poczuć, popłynąć razem z nią. Inteligentny, choć bardzo radykalny przekaz skłania do rozmyślań. Mimo, iż minęło wiele lat od wydania albumu większość z poruszanych na nim tematów jest dalej aktualnych. To dzieło zaangażowane, przedstawiające świat z punktu widzenia uczestnika tamtych wydarzeń, stawiające pytania i dające niejednoznaczne odpowiedzi. Jest podróżą w czasie, wycieczką do epoki, którą znamy jedynie
z filmów i książek.



(4 głosów, średnio: 4,25)