Muzyka kalifornijskiej grupy ewoluuje z płyty na płytę. Jak tym razem wypadła kolejna metamorfoza?
01. Days of War
02. Change or Die
03. Hollywood Whore
04. I Almost Told You That I Loved You
05. Lifeline
06. Had Enough
07. Live This Down
08. March Out of the Darkness
09. Into the Light
10. Carry Me
11. Nights of Love
12. State of Emergency
Po wielu perturbacjach i wyznaczaniu kolejnych terminów wydania (płyta miała ujrzeć światło dzienne ponad pół roku wcześniej) nareszcie możemy przekonać się na własne uszy, czym uraczą nas tym razem panowie z Papa Roach. Już sama nazwa płyty Metamorphosis - wskazuje nam, że zespół zaprezentuje zupełnie inny materiał niż na poprzednich albumach. Tą przemianę słychać już na pierwszym singlu wydanym na długo przed premierą płyty – Hollywood Whore – tytuł jak z taniej klasy pornosa, ale to tylko pozory, bowiem po tekście i teledysku przychylałbym się bardziej do opinii, że ‘karaluchy’ wzięły na krytykę pewną spadkobierczynię hotelarskiej fortuny szczycącej się występami we wszelakiego rodzaju programach reality-show.
Co nam oferuje warstwa muzyczna? Na pierwszy rzut oka daje się odczuć odświeżone gitary, Jerry Horton znacznie częściej wybija swoją wysoko nastrojoną gitarę na pierwszy plan, oprócz tego nowy perkusista –Tony Palermo – od razu zaznaczył swój udział w zespole, wokal Pana Shaddixa bez większych zmian, a ładna, prosta melodia wpadająca w ucho dopełnia całości utworu, która ogólnie sprawia pozytywne wrażenie, choć brakuje jej tej przebojowości jaką miały poprzednie single jak np. Getting Away With Murder. Sam teledysk lekko kiczowaty, ale wychodzę z założenia, że taki miał być, zresztą przekonajcie się sami:
Przechodząc dalej do całego materiału: obiecujący początek – Days of War – ciekawie rozwijające się intro z dobrymi partiami perkusji i ostrym riffem, szkoda, że tak krótko. Change Or Die, agresywne riffy, wykrzyczany wokal, jeden z cięższych , a zarazem słabszych momentów na płycie. Singiel nr.1 już był, pora na I Almost Told You, That I Loved You, prawdopodobny trzeci singiel, ale jedyne co jest godne zapamiętania z tego utworu to zgrabny refren. Lifeline, drugi promujący płytę utwór – energiczny, ale bardzo nużący kawałek, niemiłosiernie się dłużący na dodatek z banalnym tekstem. W Had Enough mamy coś nowego, wolny początek, po czym pod koniec kawałek rozkręca się na mocno rockowy klimat. Następnie powrót do ostrzejszego grania, Live This Down, typowy średniak, ale na pewno świetnie będzie wypadał na koncertach. March Out of the Darkness, początek z gitarą akustyczną zapowiada się interesująco, ale później wkracza cały zespół i … wychodzi z tego jedna z najgorszych piosenek na płycie. Sytuacje ratuje Into The Light, z gościnnym udziałem Micka Marsa z Motley Crue. Są tam wzmocnione partie gitar, jest ostro, hardrockowo,a dodatkowym plusem jest przyjemna solówka. Carry Me to sentymentalna ballada, prawdziwa kula u nogi tej płyty. Piosenka ociera się o balladowe dokonania zespołu Nickellback , zresztą mają grać razem tournee więc odśpiewanie tego wspólnie nie jest wykluczone. Jedyne do czego się nadaje ten utwór to chyba jakiś amerykański serial obyczajowy dla nastolatek. Zresztą cała płyta jest pisana dla młodszych fanów muzyki, oglądających na co dzień MTV. Na szczęście na koniec są dwie niezłe pozycje, Nights of Love i State of Emergency. Melodyjne zwrotki i ostrzejsze refreny. Zwłaszcza tą ostatnią piosenkę widziałbym na singlu, ale to chyba mało prawdopodobne. Na tym koniec, ponad 45 minut muzyki, którą odbieram raczej pozytywnie, gorzej z tekstami, a czasem i wokalem Pana Shaddixa, które psują niektóre utwory.
Przed wydaniem płyty przeczytałem w jednym z wywiadów (cytuje z pamięci) :‘ Dla nas to będzie takie otwarcie kolejnych nowych drzwi’ –niestety, tym razem zespół nie trafił do właściwych drzwi, a może po prostu pociągnął nieumiejętnie za klamkę?
Podsumowując, płyta nie jest zła, ale nie sądzę, aby zespołowi pokroju Papa Roach chodziło o wydawanie poprawnego materiału. Piosenki, na pewno znajdą swoje zastosowanie, całkiem przyjemnie słucha się tego w samochodzie, gdzie nie trzeba zwracać uwagi na teksty, a i pewnie gry komputerowe z kategorii FPS, skrzętnie skorzystają z piosenek typu Lifeline czy Change Or Die. Kończąc wystawiam notę 3/6 i mam nadzieję, że to nie jest ostatnie słowo ze strony zespołu.


(2 głosów, średnio: 4,00)