Prog metalowy szał, czyli Opeth w Warszawie

Opublikowano 26 marca 2009 przez matlecster

21 marca, niedziela, mniej więcej godzina 18sta, klub Stodoła.

relacje Prog metalowy szał, czyli Opeth w Warszawie sdc10045 300x225Miarą wielkości wydarzenia, którego mam być częścią jest długość ogonka osób czekających przed drzwiami (zbyt małego, co widać na pierwszy rzut oka), warszawskiego klubu Stodoła. Wraz ze znajomymiwalczymy z zimnem za pomocą kilku butelek piwa. Powszechnie wiadomo, że kolejki do klubów są wyjęte spod ustawy o wychowaniu w trzeźwości, szczególnie przed wielkimi koncertami. Zaczęło się powolne wpuszczanie podnieconego tłumu, warto było przyjechać te półtorej godziny wcześniej, by być jednym z pierwszych, którzy wejdą do klubu. Jeszcze tylko kontrola biletu,erotyczny dotyk ochroniarzai jesteśmy w środku.

Po chwili podobna kolejka jak przed klubem, ustawiła się przed wejściem na salę koncertową. Tu znów warto było być w awangardzie, bo po otworzeniu sali ludzie doznali chwilowej amnezji w zakresie kultury i dobrego wychowania. Liczyło się tylko by być jak najbliżej sceny.Wraz ze znajomymi nie zostaliśmy dłużni i udało nam się wywalczyć pozycję mniej więcej 3 metry od niej. Dopiero po chwili przyszła refleksja, że znajdujemy się w samym centrum mającego nadejść wkrótcekotła.Zmiana miejsca nie wchodziła już w grę, w ścisku ciężko było wyjąć ręce do góry a co dopiero z niego wyjść. Było około 18.30, czyli co najmniej półtorej godziny do koncertu w pozycji stojącej.

Podekscytowany tłum co 5 minut wołałzespół na scenę. Wielkie podniecenie wywołało nawet pojawienie się ekipy technicznej strojącej instrumenty i sprawdzającej mikrofony, tylko z tego powodu, że mówili po szwedzku. Po około pół godziny powtarzania przez pana w bluzie Opeth słowa, które brzmiało mniej więcej jak nasz rodzimy „ch*j” (łatwo wyobrazić sobie ileż to dawało radości tłumowi), światła zgasły, puszczono duże ilości wywołującego nastrój u większości, a duszność u astmatyków dymui na scenie pojawili się ONI!relacje Prog metalowy szał, czyli Opeth w Warszawie sdc10058 300x225

Zaczęli od mocnego uderzenia utworem Heir Apparenti zgodnie z wcześniejszymi przypuszczeniami tłum osiągnął od razu górne poziomy dzikości. Jednak nie mogło być inaczej, przy takiej dawce energii płynącej ze sceny. Po zagraniu drugiego utworu (Ghost of Perdition) Mikael Åkerfeldt przywitał się z publiką w imieniu zespołu mówiąc: „Warszawa”, z całkiem niezłym akcentem. Potem w trakcie koncertu rozkręcił się i z jego wypowiedzi mogliśmy dowiedzieć się między innymi, że:

  • W młodości słuchał Scorpionsów, Prince’a i chciał być gwiazdą rock and rolla
  • Nosi damskie rurki
  • Zeszłego wieczoru wypił wraz z zespołem trochę za dużo piw, co zaowocowało przemienieniem się perkusisty Martina Axenrota w niemiłą postać zwaną Erickiem

Przez cały koncert lider utrzymywał świetny kontakt z widownią, co więcej podkreślał jak niesamowitą publiką są Polacy. Zapewne gdybym nie stał blisko sceny przyjąłbym to jako kurtuazję, jednak widząc ich zadowolone miny podczas całego koncertu oraz zdumienie pomieszane z radością gdy zaśpiewaliśmy im sto lat i happy birthday z okazji dwudziestolecia działalności (inna sprawa, że przyszłorocznego), sprawiły, że byłem w stanie w to uwierzyć. Bezcenne było też spojrzenie pełne uznania w kierunku tłumu, gdy doskonale odśpiewaliśmy pierwsza zwrotkę utworu The Drapery Falls. Wspaniałym punktem wieczoru były solówki (wywołane przez publikę) perkusisty „Ericka”, oraz gitarzysty Fredrik Åkesson. Ta druga w magiczny sposób uciszyła całą salę. Zapewne dlatego, że trudno mówić z szeroko otwartymi ustami, gdyż taki mniej więcej efekt wywołała ona u mnie, szczególnie, że stojąc niemalże na wyciągnięcie ręki od niego mogłem dokładnie obserwować ruchy jego palców.relacje Prog metalowy szał, czyli Opeth w Warszawie sdc10072 300x225

Utwór po utworze doszliśmy do momentu gdy zespół zszedł ze sceny. Jednak to nie mogło się tak skończyć. Uporczywie tupiąc i krzycząc wywołaliśmy ich z powrotem. Na Bis zagrali utwór Deliverance z zaznaczeniem, że to dla wszystkich kobiet na sali. Mimo, że był to jedyny bis (co dosadnym gestem podkreślił wokalista na początku) nikt nie czuł niedosytu. 2 godziny koncertu w zupełności nasyciły nasze muzyczne apetyty.

Podsumowując mogę śmiało powiedzieć, ze był to jeden z lepszych koncertów na jakich byłem. Trzeba mieć nadzieję, że Opeth rzeczywiście polubił naszą publikę, a nie tylko tak twierdził, bo może dzięki temu przyjadą do nas wcześniej niż za 4 lata.

Set lista:

·Heir Apparent

·Ghost of Perdition

·Godhead’s Lament

·Hessian Peel

·Credence

·Closure

·The Night and the Silent Water

·The Lotus Eater

·Deliverance

1 punkt2 punkty3 punkty4 punkty5 punktów (4 głosów, średnio: 3,75)
Loading ... Loading ...

Comments are closed.