The Gathering „Mandylion”

Opublikowano 30 stycznia 2009 przez szejok666

The Gathering – holenderski zespół, jeden z najznamienitszych i najbardziej charakterystycznych przedstawicieli metalu gotyckiego.stare ale jare albumy recenzje  The Gathering Mandylion cover2qa4 300x292

Rok wydania: 1995

Utwory: Strange Machines; Eleanor; In Motion #1; Leaves; Fear The Sea; Mandylion; Sand & Mercury; In Motion #2

   W połowie lat dziewięćdziesiątych kapela zakorzeniona w doom-metalu postawiła wszystko na jedną kartę i zdecydowała się na żeński wokal prowadzący (co było novum w tamtych czasach). Wybranką została nieznana większej publiczności Anneke van Giersbergen. W roku 1995 nagrali płytę „Mandylion„…

   Zacznę od tego, że muzyka znajdująca się na tej płycie nie jest możliwa do opisania zwykłymi słowami… Przynajmniej nie tak, jakby się chciało. Ale po kolei…
   Album zaczyna się utworem „Strange Machines„. Już po chwili wiemy, że mamy do czynienia z czymś innym niż dotychczas. Cięte gitary, krótkie przejście i… szok. Wchodzi wokal, momentalne ciarki na plecach. Tak, Anneke śpiewa tak, że człowiek ma wrażenie, jakby całe dotychczasowe życie czekał, żeby coś takiego usłyszeć. Niesamowite „góry”, piękna „miękka” i chwytająca za serce barwa, ale przede wszystkim ekspresja. To „coś”, kiedy uczucia i emocje wylewają się z takim natężeniem, że następuje całkowite zatracenie.
Kiedy ostatnio słyszałem coś takiego? Nie wiem…
Utwór zmienia tempo, robi się naprawdę mrocznie (klawisze) i ostro. Zdajemy sobie sprawę, że zespół nie ustępuje wokalistce. Od razu nasuwa się myśl: taki początek, jak będzie dalej?
   Utwór drugi „Eleanor„. Pierwsze wrażenie: coś nowego w nowym. Całkiem inny niż poprzedni. Zaczyna docierać do nas, że wrażenie obcowania z „cudem” nie było złudne i rzeczywiście mamy do czynienia z czymś naprawdę wyjątkowym. Częste zmiany tempa, długie, magiczne riffy i szaleńczy refren zagrany z podwójną stopą. I ten głos… Karkołomne motywy (trochę na zasadzie paraboli, wysoko, nisko, wysoko) i przerażająco piękna siła z jaką Anneke uzewnętrznia siebie… Kończący utwór tekst „What ever happened ever since you left…” uderza w najdalsze zakątki serca.
   Następny kawałek „In Motion #1” zaczyna się niepokojącymi klawiszami, które pokrótce charakteryzują klimat tego utworu. Melodyjny, smutny, melancholijny, przepiękny. Utwór, który mógłby aspirować do miana synonimu muzyki gotyckiej. Utwór zaśpiewany jakby „na krawędzi” istnienia.
   Potem następuje „Leaves„, który doczekał się teledysku. Utwór ten charakteryzuje styl grupy i jest w miarę „bezpieczny”. Nie powoduje tak skrajnych emocji jak poprzednie, ale jednocześnie zawiera wszystko to, czego można od tej płyty oczekiwać. Jednakże w porównaniu z innymi jest bardziej spokojny i ugładzony.
   Kolejny „Fear The Sea” kontynuuje tendencję spadkową. Niewiele mu brakuje do tzw. wypełniacza i ratuje go tylko niebanalna linia melodyjna i wokal, który jest (standardowo) po prostu nie-mo-żliwy. Dodam tylko, że jest to chyba najbardziej dołujący utwór na tej jakże melancholijnej płycie (melancholijnej w pozytywnym sensie), co również dodaje mu swoistego uroku.
   „Mandylion„, utwór tytułowy jest następnym na krążku. Przywołuje skojarzenia z Dead Can Dance. Mocno orientalny klimat, nietypowe instrumentarium i spokojny charakter być może mają rozładować atmosferę (gęstej i ciężkiej aż do granic możliwości po poprzednich utworach muzyki) i przygotować słuchaczy na…
   ”Sand & Mercury„, 10-minutową suitę, opus magnum albumu, arcydzieło przywołujące na myśl osiągnięcia Pink Floyd, czy King Crimson. Powolny, doom-metalowy, z czasem przekształca się w epokowy popis wokalny wokalistki, by z powrotem stać się przeszywającym serce i ciało mrocznym i ciężkim dziełem. Jest to utwór na tyle genialny, że nie da się tak naprawdę opisać, czym jest. To trzeba usłyszeć. Utwór, który dowodzi, że późniejsze kwalifikowane tego zespołu do awangardy metalu i porównywanie z ww. gigantami art-rocka nie było przesadzone.
   Na zakończenie pozostaje nam „In Motion #2„, czyli rozwinięcie wcześniejszego „In Motion #1„. Zaczyna się spokojnie, powoli buduje napięcie, by w końcu wybuchnąć gradem emocji znanym z pierwszej części. Jednym zdaniem cudowne zwieńczenie dzieła.
   Tyle, co do poszczególnych utworów. Ich tematyka obraca się wokół spraw uczuciowych, relacji damsko-męskich oraz obcowania z naturą. Album ten stanowi jednolitą całość i tak właśnie powinien być oceniany.

   Myślę, że najważniejszą jego cechą jest ten „gotycki” klimat. Klimat ulotności, refleksji i skrajnych emocji. Jest mroczny, a jednocześnie piękny, dołujący, a przy tym cudowny. The Gathering zabiera nas w niesamowitą podróż do mistycznej krainy smutku, radości, cierpienia oraz szczęścia. Odkrywa przed nami horyzonty nierzeczywiste, lecz tak wyraźne i prawdziwe. Czyni to z ogromną  siłą, pozwalającą nam na zatracenie się w innym świecie. Świecie emocji.

   Podsumowując, jest to album przełomowy i oryginalny. Często bywa wymieniany jako największe osiągnięcie metalu gotyckiego. Nawet dziś, czternaście lat po jego ukazaniu bije od niego świeżością i autentycznością. Zespół The Gathering nigdy później nie nagrał już czegoś na tyle odkrywczego i genialnego, a z czasem zaczął odchodzić od gotyckiej stylistyki na rzecz psychodelii i trip-hopu.
   Mimo, iż nigdy nie przestał być charakterystyczny, zatracił gdzieś po drodze tą mistyczną, smutną nutę. Uważam, iż płyta ta jest również dowodem na to, że muzyka gotycka może być szczera i prawdziwa, co w dzisiejszych czasach nie jest już takie oczywiste.

1 punkt2 punkty3 punkty4 punkty5 punktów (2 głosów, średnio: 4,00)
Loading ... Loading ...

Comments are closed.

dam prace
Zamieść ogłoszenie w kilka minut i rekrutuj szybko i skutecznie. Praca w woj.
werbuj.pl